W naszych telefonach możemy oglądać tysiące zdjęć i filmików naszych uroczych maluchów umazanych czekoladą. Ich pierwsze nieporadne kroki, śmieszne miny podczas jedzenia cytryny, urocze ciałka bawiące się w piasku nad morzem. W naszym sercu rozlewa się ciepło, a palec sam wędruje w stronę przycisku „udostępnij”, bo chcemy podzielić się tą chwilą dumy i radości z całym światem. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, co o tym „świecie” i o tej „chwili” pomyśli za 10 lat główny bohater zdjęcia, jak wpłynie to na jego dorosłe życie, relacje, związki, pracę?
Zjawisko, które psychologowie i socjologowie nazwali „sharenting” (od ang. share – dzielić się i parenting – rodzicielstwo), stało się naszą codziennością. Budujemy cyfrowe albumy naszych dzieci, dostępne dla setek, a czasem tysięcy znajomych i nieznajomych (bo wielu z nas nawet nie pamięta skąd zna ludzi, których ma w profilu). Robimy to z miłości, ale nieświadomie możemy wyrządzać krzywdę, której skutki będą odczuwalne przez lata. I to że my dorośli będziemy cierpieć to niewiele znaczy, ale naszą nieodpowiedzialnością, ignorancją i głupotą możemy zniszczyć życie istot, które wydaje nam się, że kochamy nad życie.
Ślad, którego nie da się zmazać
Każde zdjęcie, filmik czy post, który publikujemy, tworzy tzw. cyfrowy ślad naszego dziecka. To permanentny zapis, którego usunięcie jest praktycznie niemożliwe. To, co dziś wydaje się niewinnym zdjęciem z nocnika, pluskaniem w wodzie czy zabawą w błocie, za kilkanaście lat może stać się powodem do wstydu, upokorzenia i cyberprzemocy w szkole. Dzieci bywają okrutne, a internet nie zapomina, bo koledzy z klasy z łatwością odnajdą kompromitujące materiały, które posłużą im za amunicję do nękania.
Dziecko nie ma kontroli nad narracją o swoim życiu, a zanim zdąży świadomie zbudować swoją tożsamość, my już tworzymy jej publiczną, cyfrową wersję, często uproszczoną i poddaną ocenie innych. Psychologowie alarmują, że może to prowadzić do kryzysu tożsamości, poczucia bycia „produktem” rodziców i utraty fundamentalnego poczucia prywatności i bezpieczeństwa.

Otwarte drzwi dla zagrożenia
Problem sięga znacznie głębiej niż tylko przyszły wstyd, bo udostępniając zdjęcia, często nieświadomie przekazujemy niebezpiecznym osobom ogromną ilość informacji.
- Dane lokalizacyjne - geotagi w zdjęciach mogą zdradzić, gdzie mieszkamy, do jakiego przedszkola chodzi nasze dziecko i na którym placu zabaw spędza popołudnia. Fotografie i filmiki z rozpoznawalnych lokalizacji, szybko pomogą zbudować profil naszych nawyków, miejsc, które lubimy i chętnie odwiedzamy. Możesz sobie tłumaczyć, że przecież jesteś zawsze w pobliżu, że nie spuszczasz dziecka z oczu, że uczysz by nie rozmawiało z obcymi... Serio?
- Identyfikacja - zdjęcia w szkolnym mundurku, z widocznym numerem domu w tle, posty o ulubionych zajęciach, zainteresowaniach, posiadanych zwierzętach to wszystko dane, które mogą wykorzystać porywacze, stalker czy osoby, które mają różnego rodzaju zaburzenia i są zagrożeniem dla dzieci. Imiona, daty urodzenia bardzo łatwo znaleźć na profilu rodzica, bo zdjęcia z urodzin i innych rodzinnych uroczystości są nagminne. Udostępnione informacje ułatwiają hakerom kradzież danych dziecka, w przyszłości może stracić oszczędności lub kredyt, bo ktoś ukradnie jego tożsamość na podstawie twoich "słodkich" postów.
- Sztuczna Inteligencja - żyjemy w czasach, gdy każde zdjęcie może zostać przetworzone przez AI. Niewinne zdjęcie dziecka na plaży w ciągu kilku sekund może zostać wykorzystane do stworzenia materiałów pedofilskich. To nie jest science fiction, to realne zagrożenie, przed którym ostrzegają organy ścigania na całym świecie. Mnóstwo zdjęć z social media jest umieszczanych na stronach internetowych, twardych dyskach i innych przenośnikach osób, które absolutnie nie powinny mieć dostępu do takich treści.
Upubliczniając wizerunek, odbieramy dziecku najważniejszą tarczę ochronną czyli anonimowość!
Kiedy „Nie”, nie ma znaczenia
Jednym z głównych aspektów etycznych jest brak zgody, bo niemowlę, kilkulatek, a nawet uczeń szkoły podstawowej nie jest w stanie zrozumieć długofalowych konsekwencji obecności w sieci. Publikując jego wizerunek, podejmujemy za niego decyzję, która zaważy na jego przyszłości. Są już pierwsze przypadki, gdy dorosłe dzieci pozywają swoich rodziców za naruszenie prywatności w dzieciństwie. Nawet jeśli dzieci wygrywają procesy, to co z tego, skoro już ponoszą i będą ponosić konsekwencje poczynań własnych rodziców, a żadne pieniądze tego nie wynagrodzą.
Pomyśl o tym w ten sposób: "Czy opowiedziałbyś obcej osobie na ulicy o problemach zdrowotnych swojego dziecka? O jego lękach? O kłopotach w szkole?" W Internecie robimy to na znacznie większą skalę, a publiczność jest anonimowa i nie zawsze ma dobre intencje. Nawet nie wiesz ilu ludzi w twoim otoczeniu może pałać do ciebie niechęcią, a jest wielu takich, którzy chcą nas skrzywdzić, bo coś im się wydaje, że mają za co nas ukarać, albo z czystej zazdrości, żebyśmy nie mieli za dobrze.
Cyfrowy informator dla drapieżników
Badanie przeprowadzone na zlecenie brytyjskiego regulatora Ofcom wykazało, że 15% dzieci w wieku 12-15 lat przyznało, że ich rodzice opublikowali coś, co dzieci uznały za żenujące. Wiele z nich bezskutecznie prosiło o usunięcie tych treści, czując bezsilność i naruszenie ich granic. Ale rodzice nie widzą w tych zdjęciach nic niestosownego, przecież dla nich jest to zabawne i ich znajomi też mogą się pośmiać. Może zapomnieli jak to jest kiedy jest się nastolatkiem, a może sami stosowali przemoc w stosunku do innych dzieci i nie uważają psychicznego znęcania się za coś złego. Oczywiście rodzice zawsze mogą się tłumaczyć, że nie mieli świadomości, tylko kto tu ma być dorosłym?
To co udostępniasz o swoim dziecku w social mediach, jest idealną pożywka dla przestępców! Australijska eSafety Commission (Komisja ds. Bezpieczeństwa w Internecie) szacuje, że aż 50% materiałów znalezionych na forach pedofilskich zostało pierwotnie udostępnionych przez samych rodziców na ich profilach w mediach społecznościowych. Przestępcy kradną niewinne zdjęcia i wykorzystują je w najgorszy możliwy sposób. To że ty o czymś nie wiesz, w czymś nie uczestniczysz, czegoś nie robisz, nie znaczy, że twoi znajomi też nie, a nikt złymi uczynkami się nie chwali.
Możesz jeszcze niemieć świadomości, chociaż w 2025 roku trudno to zrozumieć, ale kradzież tożsamości przyszłości, nie jest jakimś science fiction z filmów. Głośny raport banku Barclays przewiduje, że do 2030 roku tzw. „sharenting” będzie odpowiadał za blisko dwie trzecie przypadków kradzieży tożsamości i oszustw finansowych, których ofiarami padną młodzi dorośli. Informacje takie jak data urodzenia, imię, imiona zwierząt czy nazwa szkoły to gotowe odpowiedzi na pytania weryfikacyjne w bankach.

Trauma na całe życie
Zdecydowana większość przypadków molestowania i wykorzystywania seksualnego dzieci jest popełniana przez osoby, które dziecko zna i którym ufa. Z badań i raportów FDDS, największej w Polsce organizacji zajmującej się tym problemem, wynika, że w ponad 80% przypadków sprawcą wykorzystywania seksualnego jest osoba znana dziecku. Najczęściej jest to członek rodziny (ojciec, ojczym, wujek, brat, kuzyn, dziadek) lub osoba z bliskiego otoczenia (przyjaciel rodziny, sąsiad, opiekun, trener). Amerykańska organizacja RAINN (Rape, Abuse & Incest National Network), jedna z największych na świecie, podaje, że około 93% nieletnich ofiar zna swojego sprawcę. Sprawcy to często osoby, które przez tygodnie, miesiące, a nawet lata budują relację z dzieckiem i jego rodziną w procesie zwanym groomingiem. Jest to określenie na proces psychologicznego oswajania, manipulowania i zdobywania zaufania drugiej osoby, najczęściej dziecka lub nastolatka, przez dorosłego w celu późniejszego wykorzystania, zwykle seksualnego.
Mit groźnego, obcego człowieka czającego się w krzakach, choć medialnie nośny, jest statystycznie rzadkością. Prawdziwe niebezpieczeństwo najczęściej kryje się w tzw. „kręgu zaufania”, w rodzinie, wśród przyjaciół, sąsiadów czy opiekunów. Może ci się wydawać, że molestowanie to rzadkość i masz rację, wydaje ci się. Nawet w dorosłości, osoby molestowane w dzieciństwie wstydzą się tego, pomimo, że mają świadomość, że były niewinne, nie są w stanie o tym mówić.
Jeśli wydaje ci się, że masz konto w social mediach zabezpieczone, bo jest prywatne, to masz rację, wydaje ci się. Nawet prywatne konto nie chroni, znajomi udostępniają dalej, a boty zbierają dane, twoje dziecko staje się celem ludzi z zaburzeniami, którzy się gapią, komentują w ukryciu i robią mnóstwo innych rzeczy z zdjęciem twojego dziecka.
Zanim następnym razem sięgniesz po telefon, by podzielić się zdjęciem, zatrzymaj się, i zadaj sobie pytanie: "Czy robię to dla dziecka, czy dla siebie?" Czy lajki i komentarze są warte jego przyszłego bezpieczeństwa, komfortu psychicznego i prawa do decydowania o sobie? Naszą rolą, jako rodziców i opiekunów, jest ochrona, a nie ekspozycja na nieznane bezpieczeństwo. Bądźmy strażnikami ich wspomnień, a nie publicystami ich życia. Pokażmy im, że ich prywatność jest cenniejsza niż jakikolwiek lajki. I zastanówmy się, czy naprawdę naszych znajomych interesują nasze dzieci w piaskownicy, w wannie, na drzewie, jedzące banana, pijące z butelki i tysiące innych sytuacji.
Bezpłatne pdf - dowiedz się więcej:
Anna Borkowska - Cyberprzemoc. Włącz blokadę na nękanie. Poradnik dla rodziców
Michał Podbielski - Kradzież Tożsamości w Cyberprzestrzeni
Joanna Włodarczyk - Wykorzystywanie seksualne
Maria Beisert, Agnieszka Izdebska - Wykorzystywanie seksualne dzieci
Fundacja i pójdziesz dalej - Czym jest bulling
Zostaw Komentarz