with Brak komentarzy

Kiedy ktoś mówi o sobie, że "ma problem z zaufaniem", brzmi to jak wyznanie winy. Jakby chodziło o jakiś defekt, coś, nad czym trzeba popracować, coś wstydliwego. Ale zanim zaczniesz traktować siebie jak osobę zepsutą, zastanów się przez chwilę, skąd ta nieufność właściwie pochodzi, bo ona nie wzięła się znikąd.

Zaufanie nie było dla Ciebie bezpieczne, a Twoje ciało to zapamiętało lepiej niż Ty

Twoje ciało i umysł są zaprojektowane do uczenia się, a nauczyły się czegoś bardzo konkretnego, że zaufanie bywa niebezpieczne. Nie jako abstrakcja, nie jako teoria, ale jako osobiste, powtarzające się doświadczenie. Ktoś obiecał i nie dotrzymał słowa, ktoś był, a potem zniknął, fizycznie albo emocjonalnie, co na jedno wychodzi. Ktoś mówił "kocham", a jednocześnie robił rzeczy, które bolały. Twój system nerwowy zapisał to wszystko skrupulatnie, bez Twojej wiedzy i zgody. To nie jest paranoja, to jest adaptacja.

Psychologia ma na to nawet ładną nazwę, to reakcja adaptacyjna. Dziecko, które żyje w środowisku, gdzie dorośli są nieprzewidywalni, uczy się czujności. Uczy się skanować otoczenie w poszukiwaniu zagrożeń, uczy się nie "otwierać" za szybko, nie ufać za bardzo, nie przywiązywać się zbyt mocno, bo przywiązanie prowadziło do zranienia. To nie jest wada, bo to był sprytny sposób na przeżycie w trudnym miejscu. Problem polega na tym, że ten mechanizm nie wie, kiedy przestać działać.

Kobieta stojąca na ruinach zburzonego domu

Wyrośniesz z tamtego domu, z tamtej sytuacji, od tamtych ludzi, ale system ochronny jedzie dalej, na własnych zasadach. I teraz, w zupełnie innych okolicznościach, z zupełnie innymi ludźmi, Twoje ciało wciąż zachowuje się jak dziecko, które wie, że zaraz może się coś złego wydarzyć. Dlatego kiedy ktoś zaczyna być zbyt bliski, pojawia się niepokój. Kiedy relacja staje się zbyt ważna, pojawia się impuls, żeby coś popsuć, uciec, zniknąć pierwszą, zanim ona zniknie. Nie dlatego, że jesteś trudna, ale dlatego, że Twój układ nerwowy zna tylko jedną wersję tego, jak kończy się bliskość.

Sabotaż relacji zanim staną się zbyt bliskie, to nie autodestrukcja, lecz system wczesnego ostrzegania

To, co wygląda jak sabotaż relacji, jest w istocie systemem wczesnego ostrzegania. Trochę źle skalibrowanym, owszem, włączającym się za wcześnie i za często. Ale logicznym, jeśli weźmiesz pod uwagę, skąd pochodzi. Lepiej być samotną niż znowu poczuć to, co czułaś, gdy ktoś, komu ufałaś całkowicie, zawiódł Cię bez ostrzeżenia. Twoje ciało dokonało tego rachunku i podjęło decyzję, i przez lata ta decyzja Cię chroniła.

Ale ochrona ma swoją cenę. Tarcza, która nie opada nigdy, nawet kiedy nie ma zagrożenia, z czasem zaczyna ciążyć. Zaczyna odcinać nie tylko ból, ale i ciepło. Nie tylko zdradę, ale i bliskość, której gdzieś w środku szukasz.

Zrozumienie tego, nie naprawia wszystkiego od razu, ale zmienia perspektywę. Zamiast "co jest ze mną nie tak, że nie potrafię zaufać", pojawia się inne pytanie: "kiedy i przez kogo nauczyłam się, że zaufanie jest niebezpieczne?" To drugie pytanie jest uczciwe, prowadzi gdzieś, gdzie pierwsze nigdy nie dojdzie. Nie masz problemu z zaufaniem. Masz historię, i ciało, które tę historię bardzo dobrze pamięta.

Zostaw Komentarz