Są rzeczy, o których nie mówimy nawet najbliższym. Nie dlatego, że są jakieś strasznie mroczne, tylko dlatego, że wydają się niestosowne. Nie mówimy że jesteśmy "wypaleni", bo przecież "inni mają gorzej", że w pełnym domu czujemy się sami, że po cichu myślimy "chyba się do tego nie nadaję". Że kłuje nas zazdrość, kiedy ktoś obok wydaje się mieć życie poukładane, i że czasem, po całym dniu, wściekamy się na własne dzieci, a wieczorem leżymy w ciemności i mamy do siebie żal.
Jeśli choć jedno z tych zdań brzmi znajomo, to chcę ci powiedzieć coś prostego: to się zdarza ludziom. Bardzo wielu, tylko rzadko się do tego przyznają. Milczenie sprawia, że każdy myśli, że jest w tym sam, i stąd bierze się większość wstydu.
Wypalenie, które nie wygląda jak wypalenie
Człowiek "wypalony", to w wyobraźni ktoś, kto pada na twarz i nie może wstać z łóżka, ale w praktyce częściej wygląda to inaczej. Chodzisz do pracy, robisz obiady, odpowiadasz na wiadomości, uśmiechasz się we właściwych momentach, ale w środku czujesz się jak telefon na jednym procencie baterii, który jeszcze działa, ale już tylko na oparach. Rzeczy, które kiedyś cieszyły, dziś tylko męczą, i irytuje cię wszystko, nawet to, co lubisz.
Wypalenie w definicji WHO dotyczy formalnie kontekstu pracy, ale każdy, kto opiekował się małym dzieckiem, chorym rodzicem albo dźwigał na sobie cały dom, wie, że wyczerpanie nie zna podziału na etat i życie prywatne. Nie musisz mieć diagnozy, żeby wolno ci było powiedzieć "mam dość i potrzebuję odpoczynku". I nie, nie znaczy to, że jesteś słaba, po prostu znaczy, że długo dawałaś więcej, niż dostawałaś.
Samotność w tłumie
Samotność to nie to samo, co bycie samemu, bo można ją czuć na imprezie, w biurze, we własnej rodzinie, nawet obok kogoś, kogo się kocha. To poczucie, że nikt naprawdę nie wie, co się we mnie dzieje, a gdybym powiedziała prawdę, ktoś by się zawiódł albo przestraszył.
Dorosłość potrafi to pogłębiać, bo znajomości z czasów młodości rozjeżdżają się w dziesięć stron świata, nowych trudno nawiązać, bo nie ma kiedy, bo zawsze jest coś pilniejszego. A potem zdarza się, że nie ma do kogo zadzwonić w zwykły dzień o dwudziestej, czy opowiedzieć o własnych zmaganiach. Przyznanie się do tego przed sobą samą to już pierwszy krok. Nie trzeba od razu wielkich zmian, czasem wystarczy jedna wiadomość do kogoś, kogo dawno nie było słychać. Bez wyjaśnień, po prostu mówić "pomyślałam o tobie".
"Nie nadaję się"
To zdanie ma wiele wersji, mamy ich setki w naszej głowie. Nie nadaję się na rodzica, na szefa, na partnerkę, do tej pracy, do tego życia. Najczęściej pojawia się po jakimś potknięciu, ale zostaje na długo, jak zły lokator, który ciągle czyta napisy do każdego zdarzenia.
Problem w tym, że umysł jest okropnym sędzią własnej sprawy, bo jedną porażkę uogólnia na całą osobę. Zapomniałaś o zebraniu w szkole, więc jesteś złą matką. Nie dałaś rady na spotkaniu, więc jesteś niekompetentna. A przecież ten sam człowiek, który dziś czuje, że się nie nadaje, wczoraj zrobił kilkanaście rzeczy dobrze, tylko że tych się nie liczy. Warto zauważyć, że "nie nadaję się" mówi zwykle zmęczenie, a nie prawda o tobie.
Zazdrość, której nikt nie lubi
O zazdrości mówi się jeszcze rzadziej niż o złości, bo wydaje się pozbawiona szlachetności. Ktoś ma więcej pieniędzy, spokoju, urlopów, wsparcia, dzieci, które śpią do rana, a my patrzymy i coś ściska w żołądku. Potem mamy do siebie pretensje, że w ogóle to czujemy.
Zazdrość bywa jednak informacją, bo pokazuje, czego nam brakuje: odpoczynku, uznania, bliskości, swobody. Sama w sobie nie jest wyrokiem na nasz charakter. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy zamiast przyjrzeć się potrzebie, zaczynamy porównywać się z czyjąś wystawą, a wystawa, jak wiadomo, jest zawsze ładniejsza od zaplecza.

Złość na własne dzieci
Tego wstydzimy się chyba najbardziej, bo przecież kochamy nasze dzieci nad życie. I tu pojawia się sprzeczność, która wielu rodziców gryzie od środka, bo można kochać całym sobą i jednocześnie być na dziecko wściekłą, można być wykończoną, mieć ochotę na pięć minut ciszy albo na ucieczkę do sklepu po chleb, który trwa godzinę.
Złość nie przekreśla miłości, te dwie rzeczy mieszkają w jednym domu. Dziecko potrafi wypróbować cierpliwość jak nikt inny, zwłaszcza w dzień, w którym rodzic nie ma już żadnych zapasów energii. Kiedy krzykniesz, powiesz coś ostrego albo trzaśniesz drzwiami, to ważne, co robisz potem. Dzieci nie potrzebują rodziców, którzy nigdy nie tracą panowania, ale potrzebują takich, którzy potrafią wrócić, przytulić i powiedzieć: "przepraszam, byłam zła, to nie twoja wina". Takie naprawianie uczy je więcej niż jakakolwiek idealna reakcja, bo uczy, że po kłótni można się pogodzić i że emocje da się przetrwać.
Ciało też ma swoje granice
Coś, o czym łatwo zapominamy, że nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy w wieku dwudziestu czy trzydziestu lat. Wtedy można było spać cztery godziny, pracować od rana do wieczora, wyskoczyć jeszcze na spotkanie i jakoś się to spinało. Ciało regenerowało się szybciej, zapasy energii wydawały się nieskończone.
Z wiekiem to się zmienia, zmęczenie kumuluje się mocniej, sen ma większe znaczenie, a ten sam dzień kosztuje więcej niż kiedyś. Odporność psychiczna też bywa niższa, szczególnie gdy latami przez nią przejeżdżaliśmy stresem, brakiem odpoczynku i cudzymi potrzebami. To nie kwestia charakteru, tylko fizjologii i doświadczenia. Porównywanie się do siebie sprzed piętnastu lat i obwinianie o to, że "kiedyś dawałam radę", to trochę jak pretensje do zimy, że nie jest latem.
Kiedy uwzględnisz własne granice, nie kapitulujesz, po prostu planujesz życie realistycznie. Mniej rzeczy, więcej przerw, czasem powiedzenie "nie". A jeśli zmęczenie nie mija mimo odpoczynku, warto pójść do lekarza albo porozmawiać z psychologiem, bo to nie dramat, tylko rozsądek.
Wybaczanie to nie wymówka
Zdarza się, że słysząc o wybaczaniu sobie, ktoś odbiera to jako przyzwolenie na byle jakość. "To co, mam sobie odpuścić i nic nie zmieniać?" Nie. Wybaczanie sobie nie oznacza, że błąd był bez znaczenia, oznacza, że pozwalasz sobie przyjrzeć mu się bez bicia.
Ktoś, kto bez przerwy się karze, zwykle ma coraz mniej energii na zmianę. Wstyd paraliżuje, ucieka się od niego, zamiast działać. Kiedy natomiast mówisz sobie: "tak, zrobiłam to, nie jestem z tego dumna, zobaczmy, co mogę zrobić inaczej", robisz miejsce na naukę. I o to chodzi, że błędy się zdarzają, ale da się z nich wyciągać wnioski. Szczególnie tam, gdzie stawką są relacje z ludźmi, których kochasz. Można przeprosić, wyjaśnić, spróbować na nowo, a naprawa jest ważniejsza niż perfekcja.
Pamiętaj o tym
Jesteś tylko człowiekiem, a to oznacza, że bywasz zmęczona, zła, zazdrosna, samotna, pełna wątpliwości. Oznacza też, że możesz się uczyć, poprawiać i zaczynać od nowa, nawet po najgorszym dniu. Nie musisz być bezbłędna, żeby być dobrym rodzicem, partnerką czy przyjaciółką. Wystarczy, że się starasz i że jesteś dla siebie choć trochę łagodniejsza.
Jeśli dziś jest ci ciężko, nie musisz tego ukrywać, przynajmniej przed sobą. Powiedz to na głos albo napisz komuś, komu ufasz. Może się okazać, że ta druga osoba czuje dokładnie to samo i od dawna czekała, aż ktoś odezwie się pierwszy.
Zostaw Komentarz